Czytam właśnie




Która?



Click for Eagan, Minnesota Forecast

o różnicach kulturowych z subiektywnego punktu widzenia
poniedziałek, 27 października 2008
Scrapbooking
Nie za bardzo wiedziałam w co się pakowałam, ale już za późno... Chris zapytała, czy nie miałabym się ochoty przyłączyć do jej paczki w marcu i pojechać na weekend do chaty nad jeziorem, aby przy wielu butelkach wina wraz z innymi kobietami kreatywnie się wyżywać.  Oczywiście, zapisałam się i poprosiłam o szczegóły tej wyprawy, jak również wtajemniczenia mnie w scrapbooking. Tak się złożyło, że Kochanego nie było w ten weekend, więc zaprosiłam Chris aby zacząć album ze wspólnych wakacji wraz z tatą, który mam zamiar sprezentować tatusiowi na Boże Narodzenie.
Chris zjawiła się w południe...z czterema wypaśnymi walizkami.


Chris zaznaczyła mi już w piątek abym nie czuła się zastraszona, ale ona uprawia ten sport od prawie dziesięciu lat, więc i wyposażenie ma odpowiednie. Naiwnie myślałam, że tylko mi zdjęcia będą potrzebne, ale okazało się, że jak na każde hobby przystało, to i to również kosztować będzie. Wpadłyśmy do sklepu i zaczęłyśmy od podstaw. Kolorowy papier, album, a reszta to już według gustu. Zaopatrzyłam się w parę naklejek z flagami, klej, parę stempli i jeszcze innych duperelków. Impreza była nie z tej ziemi. Chris rozłożyła na stole swoje narzędzia, ja zrobiłam nam drinki, przygotowałam przekąskę i zaczęłyśmy tworzyć strony albumów. To znaczy Chris zaczęła, a ja przeglądnęłam jej albumy, parę książek i pytałam o funkcje tysiąca przyrządów, które znalazły się na stole. Przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o wielu. Maszyna do produkcji naklejek, wycinania liter, robienia stempli, obcinania zdjęć i nożyczki tnące papier w ozdobne wzory. Uwielbiam takie kreowanie, chociaż to moje jest nieco inne niż hamerykańskie. Chcę nie tylko zdjęcia w historyjki układać, ale opisy miejsc i historii przy zdjęciach zamieszczać, tym bardziej, że w końcu udało mi się tego lata co nieco Hameryki zobaczyć. Projekt będzie się chyba ciągnął nieco dłużej niż do Bożego Narodzenia, ponieważ kiedy zaczynam czytać o miejscach, które odwiedziłam, to zapominam, że coś innego jeszcze robię i zatapiam się w czytaniu. Poinformuję was również kiedy zakupię pierwszą walizkę na "wycinki" i przyrządy...

wtorek, 21 października 2008
Nowe warunki pracy
Z zaciekawienie każdy w pracy spoglądał, co to za zamieszanie przy moim biurku. Przyszedł pan wdrożyć parę zmian, tak abym mogła pracować na stojąco. Zamontował mały stojak po to aby z łatwością podnosić i opuszczać monitory, jak również klawiaturę.
Gdyby ścianki naszych przegródek były wyższe pewnie nikt nie czułby się dziwnie. Biedny Ivan musi być na to przygotowany, że jak pracuję na stojąco, to patrzę prosto na jego biurko. Stanęłam pierwszy raz przy nowej instalacji i jak Ivan spojrzał to zrobiłam groźną minę, po czym  jak gangster przyłożyłam dwa rozszerzone na kształt "v" palce do oczu, po czym spokojnie wystawiłam palucha w jego stronę sugerując - I am watching you ;) Prawie ze śmiechu spadł z krzesła.
Szefowa przyszła pooglądać nową instalację i żartem dorzuciła, że powinnam zawiesić na szybie jakieś kalendarze, tak abym nie mogła lukać do innych.
Ciekawie jak mi się będzie pracować. Dzisiaj tylko przez pół godziny stałam, ale całkiem fajnie było. Zobaczymy czy mi to będzie służyć.
Dopiero teraz mi się kojarzy, że nie napomknęłam nic o wypadku samochodowym. W środku czerwca pani wjechała we mnie z impetem takim, że otworzyły się airbagi, a samochód poszedł na kasację. Panią policja zabrała z miejsca, bo była pijana i to nie po raz pierwszy. Mimo to, że pani ma 61 lat to dostała trzecie DWI. Dowód na to, że niektórzy niczego się nie uczą, ani z błędów, ani z doświadczenia.
Po wypadku przez miesiąc poobijana się czułam. Poza tym oparzenia od airbagów miałam (czy wiedzieliście, że airbagi wybuchają przy pomocy jakiejś chemicznej reakcji? ja nie widziałam) i spuchnięte paluchy. Do tej pory chodzę na nastawianie kręgów i masaże.


poniedziałek, 20 października 2008
Raz kozie śmierć - czyli jak uczy się Bachaty
Korci urwanie się do innej rzeczywistości, jakiejś tajemniczej, pełnej niezrozumiałych i zagadkowych treści, dla innych tak oczywistych. Czasami trzeba pokonać szmat drogi, aby to coś takiego przeżyć, ale czasami ten świat nagle wyrasta tuż przed nosem.
Zapuściłam się w tą inną rzeczywistość z moim przewodniczkami. Obydwie wystrojone, jak na latynoskie piękności przystało, w falujące sukienki i seksownie upięte włosy. Jako gość pozwoliłam sobie na dżinsy i lekki makijaż. Zwabiona przekonaniami, że teraz zobaczę i przeżyję na własne oczy co to znaczy dla Latynosów tańczyć, wybrałam się w inną bajkę. Dźwięki latynoskiej muzyki unosiły się parę skrzyżowań dalej od lokalu. Lokal sam w sobie był już atrakcją. Zbudowany w stylu starej fabryki, z wielką i otwartą przestrzenią, marmurową podłogą i przyciemnionymi światłami zapraszał na odkrywanie.
Od wejścia wszystko było nieco inne. Inne stroje, czasem bardzo skąpe, przykuwały nawet moją uwagę. Bez względu na płeć, każdy wyglądał tak, jakby na tą okazję spędził mnóstwo czasu przed lustrem. Ciężko było wypatrzeć T-shirt, bo dominowały koszule, a panie poubierane były w sukienki, obcisłe bluzeczki, szorty, tudzież miniówki.
W środku tłum kołysał się bardzo ciasno. Tłum kołysał się zawsze parami, wywijał nogami i poruszał zmysłowo biodrami. Od razu na myśl nasunęły mi się sceny z Dirty Dancing, talko w bardziej niecenzurowanym wydaniu. W powietrzu unosił się zapach sztucznego dymu i całej palety perfum.
Po wejściu ruszyłyśmy na pierwsze piętro gdzie można było usiąść przy stolikach i obserwować kołyszący się tłum z góry. Nie mogłam uwierzyć kiedy zobaczyłam, że można w barze dostać caipirinha-ię, mój ulubiony drink, którego jak na złość nigdzie tutaj jak dotąd nie mogłam zamówić. Przysłałam się więc do mojej caipirinhii i z fascynacją spoglądałam na pary, które tańczyły z takim namaszczeniem jakby nigdy nie robiły nic poza tym. Przewodniczki tłumaczyły  mi jaki właśnie rodzaj muzyki słyszymy i w jakim kraju jest on popularny.
Nagle przy stole zjawił się pan i porwał jedną przewodniczkę do tańca. Nie schodzili nawet na dół, bo pary tańczyły wszędzie. Po prostu odskakiwali od stolików i wąskim przejściu majsterkowali piruety, ruszali zmysłowo biodrami i drgali w rytm muzyki. Przypomniał mi się wykład przewodniczki, która tłumaczyła, że Latynosi wyłącznie parami tańczą, i jak to na polskich weselach, panowie panie do tańca zapraszają.
Znienacka zjawił się pan i zaczął zagadywać do mnie po hiszpańsku. Przewodniczka pospieszyła z pomocą i wytłumaczyła mi, że pan chciałby ze mną zatańczyć. Pan przeszedł na angielski i powtórzył zaproszenie dodając, że był przekonany, że jestem z Argentyny. Wytłumaczyłam, że ja tutaj jedynie w misji obserwatorki, ponieważ tańczyć niestety nie potrafię. Przewodniczka uczyła mnie wprawdzie kroków salsy i merengi, ale to było dawno i nieprawda. Pan z Ekwadoru zapewnił, że nic w tym trudnego i że chętnie mnie nauczy. Pewnie ta caipirinha dodała mi odwagi i  pomyślałam: "Raz kozie śmierć!". Kroki nie były skomplikowane lecz piruety i wywijanie okazały się niejakim wyzwaniem. Starłam się wdzięcznie owijać, ale nie wychodziło mi to na początku. Pan nie poddawał się jednak i jak prawdziwy dżentelmen nie zwracał uwagi na moją niezdarność prowadząc nieustanie konwersację. Po paru kawałkach coraz lepiej sobie radziłam i stwierdziłam, że problem polega na tym, że ja nie lubię jak panowie prowadzą. Jak sobie odpuściłam i pozwoliłam panu mnie prowadzić, to kołysanie i kroki nie były już żadną przeszkodą.
Pan czarował nie z tej ziemi i pytał się parę razy, czy aby na pewno nie uczyłam się wcześniej bachaty, bo tańczę jakbym miała to we krwi. Ach ci Latynosi, urodzeni czarodzieje ;)
Przewodniczki zapewniały mnie, że całkiem nieźle mi wychodzi i chichotałyśmy z ubawem stwierdzając, że chyba musi płynąć we mnie odrobina latynoskiej krwi. Bardzo powątpiewam aby któryś z mych przodków przybył z innego kontynentu, ale faktem jest że nie mogę teraz pozbyć się w mojej głowie dźwięków bachaty, salsy i merengi. Przewodniczka podeśle mi parę dysków i muszę jeszcze przekonać Kochanego, że przydałby nam się jakiś kurs tańca.


02:53, w_przejezdzie , Z innej bajki
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27