Czytam właśnie




Która?



Click for Eagan, Minnesota Forecast

o różnicach kulturowych z subiektywnego punktu widzenia
piątek, 17 października 2008
Sezon kominkowy oficjalnie się rozpoczął
Zrobiło się zimno. Wczoraj rozpaliliśmy "ognisko". Nie był to pierwszy raz, ponieważ dwa dni po tym jak się wprowadziliśmy na początku maja uznaliśmy, że warto wypróbować kominek. W Minnesocie wiosna zaczyna się bardzo późno, lato trwa krótko, a zima jest straaaasznie długa. Czasami już w Halloween mamy opady śniegu. Wprawdzie ten konkretny śnieg spada gdzieś pod koniec listopada, ale ostatniej nocy i dzisiaj rano temperatura opadła do zero stopni. 
Bardzo lubię jesień i zimę, choć moja przyjaciółka z Kostaryki twierdzi, że mi po dziesięciu latach będzie wychodzić bokami. Poczekam, a w międzyczasie owijam się w długie swetry, nakładam kubraczki i z upodobaniem litrami piję kawę tudzież gorące kakao (choć kawę piję litrami również w lato.)
Patrzenie się w ogień działa na mnie mistycznie. Nie myślę o niczym. Czasami tylko trzask palącego się drzewa wyrywa mnie z transu. Ciepło uchodzące z ognia wpełza do środka i trwam w błogostanie aż się wygasi. Tak mi dobrze...



środa, 15 października 2008
Może lepiej być kotem?

W tym roku długo musieliśmy czekać na plony, bo i wszystko zasadziliśmy bardzo późno. Dumni i bladzi z naszych pierwszych pomidorów, cukinii, papryki i jalopinos zabieramy się za pichcenie. Niestety nie wszystko wyrosło, ale biorąc pod uwagę, że to tak naprawdę nasz pierwszy raz, to i tak jesteśmy zadowoleni.
Wczoraj przez dwie godziny kroiłam pomidory i inne różne warzywa na salsę stwierdzając, że jest mi potrzebna jakaś pomoc postaci mechanicznej. Nie powiem, człowiek odczuwa wielką satysfakcję przygotowując wszystko samemu i z własnego ogródka, jednakże dwie godziny to dożo czasu. Dużo czasu na słuchanie radia, lub przemyślenia. Można sobie podumać i dziękować za te wszystkie wynalazki jak pralka, zmywarka do naczyń, lodówka i takie tam, które naprawdę oddają nam wielką przysługę oszczędzając godziny pracy, a patrząc z perspektywy życia to z pewnością lata. Tyle, że te zaoszczędzone godziny zamiast leżeć do góry brzuchem inwestuję w inną pracę. I ciągle mam wrażenie, że i tak z niczym nie nadążam, że powinnam robić więcej, dłużej, cieżej. W takich chwilach zazdroszczę naszemu Szarakowi.
Szarak prowadzi beztroskie i bezstresowe życie. Kocha nas najbardziej kiedy słyszy odgłos otwierającej się puszki i już spaceruje z ogonem w górze tuląc się do nóg. Szarak za zwyczaj kręci się wokół mnie lub Kochanego i z zaciekawieniem przygląda się co robimy. Uwielbia stawać dokładnie na środku i zwracać całą uwagę na siebie. Kiedy ma ochotę wskakuje na łóżko, albo kolana i zwija się w kłębek. Kiedy już mu się spanie znudzi to staje przed drzwiami i miauczy. Bardzo głośno miauczy. Miauczy tak długo aż mu ktoś drzwi nie otworzy. Jeśli śpimy to przyjdzie do sypialni nam oznajmić, że chciałby sobie wyjść. Szaraka nie obchodzi, że to środek nocy. Nie musi słuchać debat politycznych i rozmyślać na ekonomią. Szarak sprawia wrażenie zadowolonego i zrelaksowanego. Czasami mu zazdroszczę...


05:37, w_przejezdzie , Koncypuję
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 października 2008
Football, Vikings, zaliczone, odhaczone!

Pod przypływem dobrych chęci zgodziłam się towarzyszyć Kochanemu, i po raz pierwszy wybrałam się na grę amerykańskiego football-u. Grali Vikings z Minnesoty przeciwko Lions z Detroit.
Centrum miasta było zewsząd osaczone fanami, którzy jak setki fioletowych mrówek wszyscy podążali do wspólnego celu - Metrodom. Przechodziliśmy obok parkingów zatłoczonych pijanymi ludźmi, którzy urządzali sobie właśnie na parkingu imprezę. Tailgating, to znaczy imprezowanie poza boiskiem, grylowanie, upijanie się, tańczenie i słuchanie przebiegu gry w radiu, lub też oglądanie jej w telewizji na parkingu.
Nie za bardzo widzę sens imprezowania na parkingu w zatłoczonym mieście, ale co kraj to obyczaj. Nie będę również ukrywać, że nie mam tak naprawdę pojęcia o co w tej grze chodzi. Oczywiście rozumiem, że chodzi o zdobywanie boiska i zbieranie punktów, ale nie całkowicie pojmuję w jaki sposób można te punkty robić. Mało pomocne są tłumaczenia Kochanego, że quarterback musi zrobić to i tamo...jak ja już nawet nie chce się pytać, który z tych tam na boisku to quarterback?
Po tym jak doszłam do wniosku, że ciekawsze jest obserwowanie fanów, niż usilne próby pojęcia tego co dzieje się na boisku, poprawił mi się humor i nawet zrobiło się ciekawie. Nie potrzeba bowiem wiedzieć co się dzieje, wystarczy tylko obserwować i słuchać. Parę rzędów za nami, fan z większą ilością alkoholu, pokrzykiwał co chwila i komentował co gracze na boisku mają robić, lub zachęcał ludzi wokół aby wstawali, i w zależności od okazji, coś za nim powtarzali. Fanki zaraz obok tak głośno krzyczały i piszczały, że żałowałam chwilami, że nie wzięłam jakiś wtyczek do uszu. Fani Vikings poubierani byli w kolory fioletu i żółci, zagorzali fani pomalowane mieli twarze, a ci ekstremalni do potęgi nosili stroje wikingów i czapki z rogami.
Gra jak na mój gust zdecydowanie była za długa. Mogli również ostrzec, że będą fajerwerki po touchdown, bo nieźle się przestraszyłam. Czuję jednak, że spełniłam swój obowiązek i wzięłam choć raz udział w tym szaleństwie.
Nie podejrzewam, że kiedykolwiek wybiorę się ponownie...


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27